Andriej Iłłarionow : Chcieliście prawdy ? To po co oddaliście śledztwo Rosjanom !


ANDRIEJ IŁŁARIONOW : CHCIELIŚCIE PRAWDY ?
TO PO CO ODDALIŚCIE ŚLEDZTWO ROSJANOM !


Kurs Tu-154 M opracowany na podstawie zapisów z czarnych skrzynek Tupolewa


Polski rząd popełnił błąd, zgadzając się na to, aby Rosjanie prowadzili śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego tupolewa w Smoleńsku - uważa Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina.

- Zastanawia mnie, dlaczego strona polska oddała śledztwo Rosjanom. Dlaczego wykazała się tak daleko idącym zaufaniem, jakiego nie praktykuje się w stosunkach międzynarodowych ? Dlaczego popełniła taki błąd ? - pyta w rozmowie z "Super Expressem".

Lata pracy na Kremlu sprawiły, że Iłłarionow doskonale orientuje się w meandrach rosyjskiej władzy. Teraz z niepokojem obserwuje jej działania w sprawie katastrofy naszego samolotu. I nie ma wątpliwości - od początku Rosjanie starają się forsować tezę o tym że winę za katastrofę ponoszą wyłącznie nasi piloci.

- Międzypaństwowa Komisja Lotnicza (MAK) najwięcej swojej uwagi skupia na domniemanej winie załogi. Forsują wręcz tę tezę. Warto może w tym miejscu zauważyć, że MAK - wbrew swojej nazwie głoszącej wielonarodowość - w rzeczywistości reprezentuje oficjalną stronę rosyjską - podkreśla rosyjski ekspert.

- Ta właśnie instytucja ignoruje fakt, że przy lądowaniu działali nie tylko piloci, ale i druga strona - obsługa wieży w Smoleńsku. Do tej pory ujawniono zapisy rozmów, jakie prowadzono w kokpicie polskiego tupolewa. Tymczasem nie wiemy nic o tym, jak toczyła się wymiana zdań wśród pracowników naszej wieży. A przecież te rozmowy również rejestrowano - podkreśla Iłłarionow.

Przypomina też, że na ujawnionym stenogramie jest wiele niezidentyfikowanych głosów, niezrozumiałych wypowiedzi. - Dlatego sugerowanie winy jednej ze stron budzi uzasadniony sprzeciw. Oskarżanie pilotów przy jednoczesnym pomijaniu hipotezy o błędzie wieży jest po prostu niesprawiedliwe - mówi.

- Wydaje się, że strona rosyjska celowo sugeruje rosyjskiej, polskiej i światowej opinii publicznej jedną wersję wydarzeń. Niestety, wersję, która nie znajduje przekonującego potwierdzenia nawet w starannie wyselekcjonowanych informacjach - podkreśla rosyjski ekspert.

Iłłarionow jest do tego stopnia poruszony działaniami rosyjskich władz, że wykorzystuje każdą dostępną sobie możliwość do punktowania wszelkich błędów, niedociągnięć czy wyliczania różnych wątpliwości. Na swojej stronie internetowej stara się na bieżąco informować rosyjską opinię publiczną o kolejnych losach śledztwa w sprawie katastrofy naszego samolotu. - W tak ważnej sprawie chodzi nie tylko o sprawiedliwość, ale o rzecz, która zawsze powinna jej towarzyszyć - o prawdę - mówi w rozmowie z "Super Expressem".

Iłłarionow w swoich działaniach nie jest wcale jedyny. Wczoraj pisaliśmy, że Radio Echo Moskwy rozmawiało o smoleńskiej katastrofie z rosyjskimi pilotami i nawigatorami latającymi na tupolewach. Wielu z nich pytanych o to, kogo należy obwiniać za tę tragedię, wskazywało na obsługę rosyjskiej wieży.


Rosjanie sami wyliczają, co w smoleńsku zrobili nie tak :

Bloger z Sankt Petersburga Siergiej Wierjowkin wskazuje na niejasności w sprawie katastrofy w Smoleńsku.

1. Skoro istnieje "wersja numer 1" zapisów rozmów z kabiny, to czy to znaczy, że istnieją też inne wersje ?

2. Dlaczego kontroler lotu pozwolił na lądowanie ?

3. Dlaczego nie przekazał załodze danych na temat podstawy chmur ?

4. Dlaczego nie podał informacji o zmniejszeniu się widoczności do 200 metrów ?

5. Aż do momentu zderzenia samolotu z drzewami proces lądowania odbywał się pod kontrolą i według wskazówek dawanych z wieży !

6. W ciągu ostatnich 4 minut przed katastrofą, kiedy według wcześniejszych zapewnień komisji nie było łączności z załogą, w rzeczywistości łączność była.

7. W czasie zniżania lotu kontroler kilka razy potwierdził załodze, że samolot znajduje się na odpowiednim kursie i na właściwej ścieżce schodzenia.

8. Na minutę i 28 sekund przed upadkiem kontroler poinformował załogę, że pas jest wolny, co oznacza, że droga startowa jest przygotowana do przyjęcia samolotu.

9. Po tym, jak pierwszy raz odezwał się sygnał TAWS oznaczający niebezpieczne zbliżanie się do ziemi, kontroler dwa razy potwierdził, że samolot znajduje się na odpowiednim kursie, jak również wydał polecenie "Włączcie oświetlenie".

10. Po tym, jak drugi raz rozległ się alarm TAWS, kontroler jeszcze raz potwierdził, że samolot znajduje się na odpowiednim kursie.

11. O 8:41:02 kontroler wydał załodze polecenie odejścia na drugi krąg. Czyli wtedy, kiedy wszystko było przesądzone - samolot już ścinał skrzydłami drzewa, rozpadając się na kawałki.


Paweł Lickiewicz
Super Express, 05-06-2010.


Tak swój samolot złożyli amerykańscy eksperci. W 1988 roku po eksplozji amerykańskiego samolotu nad szkockim miasteczkiem Lockerbie eksperci lotniczy z USA dokładnie poskładali wrak, nie zapominając o najdrobniejszych elementach :


... a tak wygląda wrak Tupolewa :


Tak samolot złożyli Rosjanie. Tyle elementów polskiego Tu-154 udało się poskładać Rosjanom. Jak się później okazało, wiele części i przedmiotów osobistych ofiar pozostało na miejscu katastrofy. Brakuje m.in. kół, części skrzydła i kadłuba. Gdzie są ?





Wrak Tu-154 zardzewieje i nie poznamy prawdy


WRAK TU-154 ZARDZEWIEJE I NIE POZNAMY PRAWDY


Eksperci nie mają wątpliwości : wrak prezydenckiego tupolewa za chwilę przerdzewieje i badania na jego częściach nie będą miały sensu. Leżącego pod gołym niebem żelastwo będzie wyjałowione z jakichkolwiek śladów.

Pilot Tomasz Pietrzak apeluje o zabezpieczenie wraku

Tomasz Pierzak, były szef 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego jest zbulwersowany postawą władz, które nie były w stanie doprowadzić do przetransportowania wraku w bezpieczne miejsce.
- Moim zdaniem to ma bardzo duże znaczenie, że wrak leży pod gołym niebem - powiedział Pietrzak w RMF FM - Po to prowadzi się dochodzenie, żeby pojawiły się nowe fakty, dowody, które wymagają powrotu do konkretnego urządzenia czy elementu - dodał pilot.

Niestety, mimo usilnych próśb, Rosjanie zwlekają z przeniesieniem szczątków tupolewa do hangaru. Miesiąc temu obiecali, że okryją go brezentowym pokryciem. Nic z tego nie wyszło.


mp, RMF FM, 11-09-2010.





Rząd Tuska kłamie w sprawie Smoleńska


RZĄD TUSKA KŁAMIE W SPRAWIE SMOLEŃSKA



"Tusk próbuje ukryć prawdę, że to on zaprosił Putina do Katynia". Z posłem PiS Antonim Macierewiczem, przewodniczącym zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej, rozmawiają Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski.

Czy spodziewa się Pan, że Donald Tusk odpowie na dziesięć pytań zespołu parlamentarnego badającego okoliczności katastrofy ?

Jeżeli nie odpowie naszej komisji, będzie musiał odpowiedzieć prokuraturze. Waga naszych ustaleń jest tak duża, że nawet w oficjalnej depeszy PAP próbuje się ukryć fakty przez nas przywołane. W tej depeszy streszcza się nasze pytania, ale w ten sposób, że z każdym z tych pytań się polemizuje, zresztą je fałszując. To niebywałe. Spotykam się z tym pierwszy raz w życiu.

Kto polemizuje ?

PAP z naszą komisją. Podaje np. nasze pytanie do premiera: kto zainicjował spotkanie Tusk–Putin, do którego doszło 7 kwietnia 2010 r., gdyż według publicznych doniesień uczynił to 1 września 2009 r. Donald Tusk. To pytanie PAP komentuje w następnym zdaniu, podając, że to Putin zaprosił Tuska. Ale agencja nie pisze, że to ich własny komentarz, nie uprzedza o tym odbiorców, więc wygląda to tak, jakbyśmy to my sami sobie zaprzeczali. Tak jest zbudowana cała depesza. Widać na tym przykładzie, jak dalece służby propagandowo-informacyjne Donalda Tuska obawiają się prawdy, chcą zatrzeć ślady, że to polski premier był inicjatorem tego spotkania, a w efekcie rozdzielenia wizyty na dwie.

Twierdzi Pan, że obecne kierownictwo PAP działa pod dyktando premiera ?

Z przykrością muszę stwierdzić, że ta depesza świadczy nie tylko o tym, że PAP pomaga w budowaniu propagandowego wizerunku, ale także w ukrywaniu prawdy. Pytanie komisji : dlaczego Donald Tusk odrzucił propozycję prezydenta Miedwiediewa, by śledztwo było prowadzone wspólnie, PAP opatrzył komentarzem, który sprawia wrażenie, że jest dalszą częścią naszego pytania. W owym komentarzu odwołuje się do telewizyjnego wystąpienia Miedwiediewa, o którym ja w ogóle nie pisałem w pytaniu. Mówiłem o rozmowie telefonicznej Miedwiediewa z Tuskiem, w której prezydent Rosji przedstawił propozycję prowadzenia wspólnego śledztwa przez prokuratorów obu państw. PAP służy jako narzędzie matactwa, by chronić premiera Tuska. To pokazuje degradację mediów, ale przede wszystkim, jak trudne dla premiera są najprostsze pytania zadawane przez zespół ds. wyjaśnienia katastrofy.

Wypowiedział się Pan, że jeśli premier nie odpowie na pytania komisji, jej członkowie będą się kolejno zapisywali na rozmowę do niego. To może nie odnieść skutku, bo ten rząd przyjął zasadę, by nie przejmować się krytyką, w ogóle jej nie zauważać, tym bardziej na nią reagować.

To, niestety, prawda. To jest taktyka, jaką stosował swego czasu prezydent Kwaśniewski. Odpowiedział on komisji ds. PKN Orlen, której byłem członkiem, że może przed nami zaśpiewać i zatańczyć. Ale skuteczność takiego działania ma swój kres. Prędzej czy później opinia publiczna zorientuje się, że celem tej taktyki jest odsunięcie w czasie albo w zapomnienie, odesłanie do lamusa śledztwa w sprawie Smoleńska. Chodzi o przeczekanie i rozmycie tej sprawy. Niebawem staniemy przed sytuacją, że komisja pani Anodiny przedstawi nam raport, a my nie będziemy w stanie mu przeciwstawić żadnych konkretnych badań, ustaleń, ponieważ ze względu na stanowisko pana Tuska nie były one prowadzone. Będziemy musieli tylko zaakceptować rosyjską wersję, która prawdopodobnie będzie podobna do tej, którą głosili zaraz po katastrofie.

Ale sytuacja będzie już inna. Z pytań zespołu do premiera wynika, że wiedza posłów jest coraz szersza, więc coraz trudniej będzie mu bagatelizować ich pytania i ustalenia.

Z całą pewnością, co widać po wspomnianej depeszy PAP. Materiał ten wskazuje na odpowiedzialność premiera Tuska i jego urzędników.

Nawet NATO jest zaniepokojone przebiegiem śledztwa i oferuje Polsce swoją pomoc, także Komisja Europejska w odpowiedzi na interpelację europosła Czarneckiego zadeklarowała, że chętnie udzieli polskiemu rządowi wsparcia, oby tylko zwrócił się o taką pomoc, tymczasem rząd milczy. O czym to świadczy – że rząd boi się prawdy ?

Myślę, że rzeczywiście pan Tusk ma coś na sumieniu, skoro próbuje ukryć fakt, że sam zaprosił Putina do Katynia na 70. rocznicę zbrodni. Tylko tak też można wytłumaczyć próbę ukrycia, że nie przyjął propozycji prezydenta Rosji Miedwiediewa, który zaproponował mu prowadzenie wspólnego śledztwa. Wszystko to znaczy, że obawia się, iż udokumentowanie tej prawdy obciążyłoby jego i podległych mu urzędników odpowiedzialnością, przynajmniej za skandal związany z przygotowaniem tej wizyty i spowodowaniem rozdzielenia obchodów mordu w Katyniu na dwie oddzielne uroczystości. Gdy byłem ostatnio w USA i Kanadzie, konkretnie na spotkaniu Polonii w Ottawie, zrelacjonowano mi wizytę delegacji parlamentarzystów polskich w maju br. w tym samym klubie polskim. Marszałek Senatu Bogdan Barusewicz na pytanie Polonii, jak mogło dojść do tego, że zaplanowano dwie uroczystości katyńskie, odpowiedział (mam stenogram z tego spotkania), że na szczęście były dwie uroczystości, bo dzięki temu sześciu polskich senatorów przeżyło. Te słowa Polacy za oceanem przyjęli z osłupieniem. Czyżby to miało znaczyć, że ktoś miał świadomość, iż należy uniknąć udziału w uroczystości 10 kwietnia, a wziąć udział w tych wcześniejszych, by nie zginąć ?

To symptomatyczna wypowiedź, nie jedyna zresztą w ustach prominentnych polityków PO.

Niektóre wypowiedzi czołowych polityków Platformy w sprawie przygotowań do obchodów stawiają znaki zapytania, czasami wręcz szokujące.

Mówił Pan o ukrywaniu dowodów. Czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego nie ukrywa informacji na temat lotu do Smoleńska, który zgodnie z instrukcją HEAD powinien monitorować ? A więc SKW wie, jak przebiegały ostatnie chwile lotu, zna prawdę, co wydarzyło się rankiem 10 kwietnia.

Nie sądzę, by SKW ukrywała dowody. Myślę, że przekazała je zgodnie z właściwością do prokuratury. Przypuszczam, że prokuratura je utajniła, choć przynajmniej część z nich jest jawna i nie powinno się ich utajniać. Nie ma żadnych podstaw, by nagrania rozmów toczonych przez pilota z wieżą lotniska, z innymi pilotami samolotów czy z własnym portem macierzystym były tajne. Nie są szyfrowane. Nie można ich utajniać. Utajnianie takich materiałów (czyli zawyżanie klauzuli tajności) jest przestępstwem. W tej sprawie dzieje się coś bardzo złego. Przypominam, że na początku śledztwa prokurator generalny Andrzej Seremet powtarzał, że w tej sprawie nic nie może być tajne, wszystko musi być transparentne i dostępne opinii publicznej. 15 kwietnia zapowiadał, że w ciągu dwóch tygodni otrzymamy nagrania czarnych skrzynek. Tymczasem do dzisiaj nie zostały przedstawione polskiej opinii publicznej nagrania nawet polskiej „czarnej skrzynki” (produkcji ATM), rejestrującej parametry lotu. Jej zapisy zgodnie z prawem też nie mogą być utajnione.


Całość wywiadu z Antonim Macierewiczem w środowym wydaniu "Gazety Polskiej"


Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski
niezalezna.pl, 14-09-2010.



Amerykanie wysłaliby własną ekipę ratunkową


AMERYKANIE WYSŁALIBY WŁASNĄ EKIPĘ RATUNKOWĄ




Istotne jest zebranie wszystkich odłamków. Oglądałem w swojej karierze ok. 250 miejsc różnych wypadków lotniczych, mój zespół projektował urządzenie do lokalizacji miejsca wypadku lotniczego. Określenie położenia różnych elementów samolotu pozwala na ustalenie sposobu przebiegu wypadku. Zabezpieczenie tego materiału jest kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn tragedii.

Z inż. Krzysztofem Zawitkowskim, byłym prezesem amerykańskiej publicznej spółki giełdowej Axyn Corporation budującej centra dowodzenia i zarządzania kryzysowego dla rządów USA, Kanady i innych państw oraz dla instytucji publicznych, byłym wiceprezesem Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej oraz doradcą premiera Kanady Joego Clarka ds. krajów komunistycznych, rozmawia Paweł Tunia.

Jaka byłaby reakcja władz USA w przypadku katastrofy samolotu z prezydentem Stanów Zjednoczonych na pokładzie na terytorium obcego państwa ?

- Natychmiast wprowadzony zostałby stan wyjątkowy w służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju, a być może także na jakimś określonym terenie USA lub nawet całego państwa. Wszystko zależy od tego, na terenie jakiego kraju doszłoby do katastrofy. Załóżmy, że samolot prezydencki leciałby z Indii i rozbiłby się nad terytorium Egiptu, kraju zaprzyjaźnionego z USA. Wówczas stan wyjątkowy objąłby lokalny teren, przykładowo obszar Waszyngtonu i instytucje zarządzania kryzysowego. Stan taki miałby na celu chronić główny ośrodek decyzyjny kraju i osoby pretendujące do sukcesji po prezydencie. W krajach takich jak USA czy Kanada ta sukcesja władzy jest ściśle określona, od razu wiadomo, że jeśli prezydent nie może pełnić swojej funkcji z jakichkolwiek powodów, natychmiast władzę przejmuje wiceprezydent. Po nim z kolei przewodniczący większości w Senacie.


"Nasz Dziennik", 24-08-2010.



Lądowanie w lesie - Tak powinna była wyglądać katastrofa z 10.04.2010, gdyby była lotniczym wypadkiem


LĄDOWANIE W LESIE


Tak powinna była wyglądać katastrofa z 10.04.2010, gdyby była lotniczym wypadkiem. 26 czerwca 1988 r. w Habsheim we Francji airbus A320 podczas lądowania wleciał w gęsty las, ściął i zmiażdżył mnóstwo drzew, po czym spadł na ziemię. Oderwał mu się ogon i skrzydła, wybuchł pożar. Ze znajdujących się na pokładzie 136 osób (wraz z załogą) zginęło troje pasażerów ? dwoje dzieci i usiłująca uratować jedno z nich, kobieta.




Śledztwo oprócz rutynowych badań zawartości czarnych skrzynek i wraku, objęło także dokładne pomiary drzew, które zniszczył lądujący airbus. Kapitan nie znał lotniska w Habsheim, nie wiedział, że w okolicy jest las, zszedł na wysokość 30 stóp, choć był przekonany, że jest na wys. 100 stóp. Usiłował potem poderwać samolot, ale już mu się nie udało (silniki nie zareagowały). Jak się okazało (po analizie zapisu FDR) w trakcie niezależnego dochodzenia samego kapitana, zawiodła pokładowa elektronika.


Źródło



Katastrofy Tu-154 : Smoleńsk i Iżma - Porównanie


KATASTROFY TU-154 :
SMOLEŃSK I IŻMA - PORÓWNANIE


Oba samoloty spadły w Rosji, w lesie, w odstępie kilku miesięcy. Lecący z Jakucji do Moskwy samolot pasażerski Tu-154 M rosyjskiego czarterowego towarzystwa Ałrosa przymusowo lądował w bazie śmigłowcowej w miejscowości Iżma. Siadła mu cala elektryka.




YouTube, 08-09-2010.



Awaria rosyjskiego Tu-154 M ; ściął drzewa, ale wylądował


AWARIA ROSYJSKIEGO TU-154 M ; ŚCIĄŁ DRZEWA, ALE WYLĄDOWAŁ


Tu-154 M jednego z rosyjskich przewoźników - zdjęcie archiwalne
(fot. AFP/Alexander Nemenov)


Lecący z Jakucji do Moskwy samolot pasażerski Tu-154 M rosyjskiego czarterowego towarzystwa Ałrosa przymusowo lądował w bazie śmigłowcowej w miejscowości Iżma w Republice Komi na północnym wschodzie Rosji europejskiej - podały rosyjskie media. Samolot osiadł na dawnym lotniskowym pasie startowym, przeznaczonym obecnie dla śmigłowców i na znacznej części porośniętym młodymi drzewami. Przyczyniły się one do złagodzenia skutków lądowania.

Według mediów, w maszynie nastąpiła awaria instalacji elektrycznej. Urządzenia radionawigacyjne przestały działać i załoga nie była w stanie określić aktualnej pozycji samolotu ani doprowadzić go do jednego z czterech pobliskich portów lotniczych - Peczory, Uchty, Workuty lub Uzinska.

Ponieważ w zbiornikach znajdował się już tylko półgodzinny zapas paliwa, pilot skierował się na pierwsze lądowisko, jakie dostrzeżono po zejściu poniżej pułapu chmur.

Lądowanie odbyło się za trzecim podejściem. Maszyna wyjechała 200 metrów poza lądowisko, ryjąc głębokie koleiny w ziemi. Nikt spośród 9 członków załogi i 72 pasażerów nie odniósł jakichkolwiek obrażeń.


wp.pl, 07-09-2010.



Wiceszef rosyjskiego wywiadu GRU zginął w kąpieli


WICESZEF ROSYJSKIEGO WYWIADU GRU ZGINĄŁ W KĄPIELI


generał Jurij Iwanow


Tragicznie zmarł zastępca szefa Głównego Zarządu Wywiadu (GRU) Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, generał Jurij Iwanow - poinformowała "Krasnaja Zwiezda".
Wojskowa gazeta nie przekazała żadnych szczegółów.

Według agencji RIA-Nowosti, która powołuje się na źródło w rosyjskim ministerstwie obrony, 52-letni Iwanow "zginął kilka dni temu w czasie kąpieli".
Agencja nie podała ani okoliczności, ani miejsca śmierci generała.

Wiceszefem GRU Iwanow został w 2006 roku. Wcześniej pełnił służbę na Północnym Kaukazie, w Tadżykistanie, Syberyjskim Okręgu Wojskowym, Dalekowschodnim Okręgu Wojskowym i Południowej Grupie Wojsk ZSRR.

Był absolwentem Wyższej Szkoły Dowodzenia im. Michaiła Frunzego w Kijowie (1980), Akademii Wojskowej im. Michaiła Frunzego w Moskwie (1992) oraz Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych FR w Moskwie (2000).


wp.pl, 28-08-2010.



Wyraźnie śmierdząca sprawa


WYRAŹNIE ŚMIERDZĄCA SPRAWA


Wiktor Suworow


Rosyjski dysydent o śmierci wiceszefa GRU.
Z Wiktorem Suworowem rozmawia Antoni Zambrowski

Co pan sądzi o tragicznej śmierci wiceszefa GRU, generała Jurija Iwanowa ?

Nie mam żadnych bezpośrednich informacji na ten temat, stało się to tysiące kilometrów od miejsca, gdzie aktualnie mieszkam. Niemniej informacja przekazywana nam w mediach jest zdumiewająca. Człowiek na stanowisku zastępcy szefa GRU idzie się kąpać i tonie! To zupełnie nieprawdopodobne. Gdzie była jego ochrona?! Kojarzy mi się z tym sprawa Wiktora Buta, rosyjskiego handlarza bronią zatrzymanego na żądanie USA w Tajlandii. Działalność handlowa w zakresie dostaw najnowszej rosyjskiej broni nie może się odbywać bez wiedzy i zgody Sztabu Generalnego i GRU. Zatrzymanie Wiktora Buta wywołało olbrzymi skandal i zaczęto szukać winowajców. W związku z tym uznano, że trzeba „ukręcić głowę” tej sprawie i znaleźć kozła ofiarnego. Nie mam oczywiście żadnych dokumentów na ten temat, ale wystarczy zwyczajna logika, by powiązać te dwa wydarzenia: śmierć wiceszefa GRU oraz aresztowanie Buta. Znaleziono winowajcę, ale on, niestety, utonął.

Czy jest to normalne, że wiceszef GRU jedzie za granicę i posługuje się dokumentami na swoje nazwisko ?

To się nie mieści w głowie! To świadczy, że Rosja jest w stanie głębokiego upadku. Obserwujemy rozpad całego aparatu państwowego. Wyobraźmy sobie sytuację, że leci samolot, a z jego silnika wysypują się różne elementy. Ten przykład pokazuje, co się dzieje właśnie w Rosji. W tej sytuacji niczemu się nie dziwię, nawet najbardziej niewiarygodnym sytuacjom, do których niewątpliwie należy śmierć wiceszefa GRU.

Czy można przypuszczać, że gen. Iwanow padł ofiarą wojny między FSB a GRU ?

Powtarzam, że wiem tylko tyle, ile podaje prasa. Posiadam jednak pewne doświadczenia z czasów, gdy byłem funkcjonariuszem GRU. Wtedy KGB (poprzednik FSB – red.) i GRU były śmiertelnymi wrogami. Obecnie ta wojna sięga zenitu, ponieważ zniknął organ nadrzędny, jakim było za czasów ZSRR Biuro Polityczne KC KPZR. KGB podzielono na części. Wyodrębniono z niego FSB, czyli tajną policję, FSR, czyli dawny I Główny Zarząd KGB, oraz Federalną Służbę Ochrony. Poszczególne służby walczą, by przejąć funkcje innych – konkurencyjnych służb specjalnych. Poza tym służby pełnią funkcję opiekunów różnych dochodowych gałęzi gospodarki, jak przemysł naftowy czy zbrojeniowy. Ropa, czyli Gazprom – to dziedzina, którą opiekuje się Putin. Ponieważ poszczególne gałęzie mogą przynieść miliardy dolarów dochodu, specsłużby gotowe są pozabijać się w walce o te dochody.

Ludzie stojący na czele służb mają olbrzymie majątki ulokowane poza granicami Rosji – na Zachodzie. Są tam ich pałace, jachty, zamki, wille i to uzależnia rządzącą elitę Rosji od Zachodu. Należy natomiast obawiać się powiązań elit rosyjskich ze światem przestępczym oraz przestępczej mentalności władców Rosji. Macki organizacji przestępczych powiązanych z władzami Rosji sięgają wielu krajów na świecie. Przede wszystkim dotyczy to przemysłu zbrojeniowego, który wbrew pozorom nie jest przemysłem państwowym. W istocie jest to prywatny interes władców Rosji i o to toczy się zażarta walka.

Obecnie nie ma żadnego organu regulującego pracę służb, a Putinowi nie zależy na ograniczeniu władzy FSB. Poszczególne służby toczą ze sobą wojny feudalne, ich kierownictwo walczy ze sobą o wpływy. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że to FSB stoi za śmiercią gen. Iwanowa. Nie jest to zresztą pierwszy wypadek skrytobójczej śmierci rosyjskiego generała. Był gen. Rochlin, który szykował zamach stanu. Zamordowano go w jego własnym domu. Był gen. Lebiedź, którego załatwiono poprzez katastrofę lotniczą. Byli i inni generałowie, którzy zeszli z tego świata w dziwnych okolicznościach. Takie tragiczne śmierci to nie wyjątek, lecz obowiązująca reguła.

Są hipotezy, że Iwanowa zamordowano w Rosji i za granicę wywieziono już trupa. Czy to nie jest zbyt fantastyczna supozycja ?

Dziś możliwe jest wszystko. Ale bardziej realna jest hipoteza, że ofiara poczuła swąd i usiłowała uciec za granicę. Czujne służby udaremniły jej ucieczkę. Generał wiedział zbyt wiele, więc wytoczenie mu procesu groziło ujawnieniem wielu tajemnic. A martwi nie mówią. Najlepszym wyjściem jest naturalna śmierć przez utonięcie.

Gen. Iwanow odpowiadał m.in. za operacje wywiadowcze na terenie Polski. Czy mógł wiedzieć zbyt wiele o okolicznościach katastrofy smoleńskiej, a może i maczać w niej palce ?

Stosunek Rosji do śledztwa w sprawie smoleńskiej katastrofy nasuwa obawy, że nie wszystko tu jest, jak należy. Gdyby Rosja była zainteresowana ujawnieniem prawdziwych przyczyn tragedii, to zachowywałaby się zupełnie inaczej. Sprawa jest wyraźnie śmierdząca i GRU mogło maczać w tym palce.


Antoni Zambrowski
"Gazeta Polska", 03-09-2010.



Archeolodzy nie pojadą do Smoleńska ?


ARCHEOLODZY NIE POJADĄ DO SMOLEŃSKA ?



Pomimo zapowiedzi rządu, polska grupa archeologów mająca zbadać miejsce katastrofy smoleńskiej jeszcze tam nie dotarła.

Jak wynika z ustaleń faktu, polscy archeolodzy nie dotarli jeszcze na miejsce katastrofy pod Smoleńskiem. Nie dotarli, pomimo kilkukrotnych zapewnień rządu.

Polska grupa archeologów miała dokładnie sprawdzić teren w pobliżu miejsca katastrofy oraz zbadać ziemię w miejscu, w którym rozbił się polski Tu-154 M. Jeśli do końca września archeolodzy nie wyruszą do smoleńska ich wyjazd w ogóle nie będzie miał sensu i będzie mógł zostać odwołany. Prowadzenie jakichkolwiek prac w późniejszym, niż wrzesień terminie będzie w zasadzie bezcelowe. Ziemia będzie już zbyt zmarznięta, aby prowadzić
w niej jakiekolwiek badania i poszukiwania ewentualnych szczątków samolotu.

Co prawda prokurator generalny zapewnia, że prace związane z wysłaniem grupy archeologów do Smoleńska dobiegają już końca, jednak póki co nie został podany żaden termin.


Piotr Łuczuk
"Fakt", 13-09-2010.